Relacja z konferencji Boiling Frogs 2017

25 lutego we Wrocławiu

odbyła się druga edycja konferencji o intrygującej nazwie Boiling Frogs. Sama konferencja dotyczy szeroko rozumianej idei software craftsmanship. Jak na stosunkowo krótką obecność na mapie imprez IT, przytłacza rozmachem (przynajmniej na papierze) i aspiruje do miana jednej z większych w naszym kraju. W tym roku: trzy ścieżki tematyczne, trzydziestu jeden prelegentów i tyleż samo prelekcji – a to wszystko po pełnej taniości  i stosunkowo blisko od mojego miasteczka (Nowa Ruda). Grzech nie pojechać.

Dlaczego Boiling Frogs? Metafora opisująca żabę, która beztrosko tapla się w powoli podgrzewanej wodzie by w końcu zamknąć ślepia na zawsze na wielu płaszczyznach odnosi się do ludzi. Nawet powiedzenie, że czas leczy rany jest tego dowodem. Organizatorzy konferencji upatrują się owych żab w programistach pogrążonych w marazmie podczas gdy woda to ciągle zmieniające się środowisko związane z naszą profesją – frameworki, technologie, praktyki i trendy, ale też nasycenie (czy na razie jeszcze nienasycenie) rynku itd. Można odnieść wrażenie, że pewne niepisane motto konferencji mówi o developerach technology-agnostic. Programisty nie powinien tworzyć język czy nie daj Boże framework, tylko ogólne nabyte umiejętności a raczej ich suma. Wykorzystana technologia to tylko narzędzie. Od siebie dodam, że w pełni popieram takie rozumienie rzemiosła programisty, ale o tym jeszcze pewnie kiedyś będę pisał.

Tak więc stawiłem się we Wrocławskim Centrum Kongresowym o godzinie 8:45. Rejestracja miała trwać do 9:00 więc trochę obawiałem się kolejek – niepotrzebnie. Jeżeli chodzi o organizację to wszystko stało na bardzo wysokim poziomie i chyba po mniej niż pięciu minutach miałem smycz z agendą – oznakę uczestnictwa. Pierwsza rzecz jaka rzucała się w oczy to stosunkowo mało stoisk z różnych firm, a może nie tak mało ale za to biednie wyglądających – dla jednych wada, dla innych zaleta – mnie to ani ziębi ani grzeje ale jednak odnotowałem ten fakt :). Przejdźmy jednak do rzeczy najważniejszych czyli do prelekcji.

Jak wspomniałem wcześniej, były trzy ścieżki tematyczne

jednak pierwszy wykład był przeznaczony dla uszu wszystkich uczestników. Prowadził go Tomasz Kaczmarzyk, jeden z organizatorów, który zgrabnie wprowadził audytorium w tematykę konferencji. Tematem przewodnim było stwierdzenie, że branża IT co pięć lat traci pamięć – praktycznie co pięć lat zmieniają się trendy i kreowany jest hype na jakąś nową, lub tylko przypudrowaną technologię czy filozofię. Autor nazwał to prawem Moora naszych czasów. W każdym razie słuchało się przyjemnie i tą prelekcję liczę na plus.

Następnie już mogłem wybierać – jako że w pracy, ponad pół roku temu przeszliśmy (albo inaczej: przechodzimy bo to nie takie hop siup) z wytwarzania oprogramowania metodą kaskadową (brzmi to bardzo uczenie, ale w skrócie chodzi o to że robiliśmy to do dupy – całkiem inaczej niż mówi manifest agile ;)) na metodyki zwinne, a oprócz tego na konferencji byłem z kumplami z zespołu, naturalnym dla mnie było pójście na ścieżkę dotyczącą właśnie tych tematów.

Na pierwszy ogień poszło Level-up your culture. Brzmi groźnie, więc chyba i tak bym tam poszedł. Prowadzącym był Tomasz Dubikowski i dla niego wielki plus bo bił od niego entuzjazm i zaangażowanie. W praniu okazało się, że tematem nie jest jednak to czego oczekiwałem, bo były poruszane kwestie podnoszenia kultury pracy na poziomie firmy jako całości . Wiele spraw o których mówił Tomek było ciekawych natomiast brakowało pewnych informacji o procesach które trzeba należy przeprowadzić by osiągnąć stan o jakim była mowa.

Pomimo tego, że nie byłem do końca usatysfakcjonowany

po pierwszej prelekcji to nadal pozostałem na ścieżce drugiej. Temat brzmiał Pair Programming – Sposób na lepszy kod i mocniejszy zespół i prowadził go Krzysztof Jończyk. Programowanie w parach to technika, którą jestem mocno zainteresowany i będę się starał wcielać ją w życie. Sama prezentację zaliczam do udanych, widać że autor ma doświadczenie w temacie i oprócz samego omówienia techniki wspomniał o wielu sytuacjach z jakimi musiał się mierzyć – a wbrew pozorom programowanie w parach może też generować trochę złego i często trzeba uczyć się na błędach.

Następna prelekcja miała być o retrospekcjach, natomiast na ścieżce technicznej był temat Clean Code i stwierdziłem, że pójdę właśnie tam. Prelegentem był Piotr Stawirej. Prelekcję uważam za najlepszą z całego dnia (oczywiście z tych na których byłem obecny). Tutaj ciekawe spostrzeżenie. Mimo, że jestem świadomy wszystkiego o czym mówił Piotrek i nic mnie nie zaskoczyło to i tak świetnie się bawiłem. Przypuszczalnie dlatego ponieważ przyjemnie się słucha o clean code w tonie który nie znosi sprzeciwu :). Nie ma żadnego kompromisu – dorzuć if’a na koniec to szybciej skończymy zadanie. Może skończymy ale a) zrobimy je źle, b) obsypiemy siebie/następców porcją guana.

Z rozmowy z resztą zespołu wynikało, że dobrze zrobiłem nie idąc z nimi, jednak kolejna na „ścieżce agile” było Napraw swój zespół Anity Przybył i jakimś trafem wszyscy stwierdziliśmy że idziemy właśnie tam :). Niestety okazało się, że wszystko co usłyszeliśmy już znamy. No cóż, liczyliśmy na magiczną różdżkę a dostaliśmy patyka. W każdym razie nie mogę winić autorki za to że nie trafiła do mnie z kontentem.

Po przerwie obiadowej

poszedłem na Light talk (trwającą 15 minut prezentację) intrygująco nazwany: 100 postów w rok. Musiałem tam być :). O tym ja pisać i napisać mówił Paweł Słomka, gość który rok temu postawił sobie właśnie taki cel i wykonywał go pod szyldem mycodesmells.com. Słuchało się bardzo przyjemnie i wydaje mi się, że sama prezentacja dała mi jakiegoś „kopa” 🙂

Tego dnia mogłem pozwolić sobie na jeszcze jedną prelekcję i musiałem wracać do siebie. Wybór padł na Agile&Architekture Jarosława Pałki. Na wstępie autor zaznaczył, że ta prelekcja ma w sobie wiele z kabaretu (w pozytywnym znaczeniu) i faktycznie tak było. Co chwila wybuchały salwy śmiechu natomiast samej wiedzy nie wyniosłem stamtąd wiele. Mimo wszystko przyjemnie spędziłem czas 🙂

Podsumowując

z jednej strony czuję niedosyt i liczyłem na więcej – gdybym miał możliwość wybierać raz jeszcze to z czystym sumieniem tylko Clean Code i Pair Programming. No i light talk 100 postów w rok) odwiedził bym znowu (nie liczę tutaj pierwszego – wspólnego Prawa Moora naszych czasów) . Pozostałe trzy prelekcje zmienił bym na inne. No właśnie mamy 3 na 3, Czy to mało? Chyba nie bo przecież zawsze jest ryzyko, że na podstawie tytułu i  krótkiego opisu  dokonamy wyboru, który nie do końca będzie nam odpowiadał. Nie jestem więc w pełni uszczęśliwiony ale też nie jestem złamany i przypuszczalnie za rok również pojawię się na Boiling Frogs bo to przecież nie tylko prelekcje ale też poczucie bycia częścią community 🙂

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *